Niedojadające dzieci nie myślą o nauce, mają kłopoty z koncentracją, mdleją, są smutne. Polska Akcja Humanitarna podaje, że w Polsce może być ok. 160 tys. głodnych dzieci.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Niedojadające dzieci nie myślą o nauce, mają kłopoty z koncentracją, mdleją, są smutne. Polska Akcja Humanitarna podaje, że w Polsce może być ok. 160 tys. głodnych dzieci. Zarówno w województwie śląskim jak i w innych regionach kraju główną tego przyczyną jest bezrobocie. Kryzys dodatkowo pogłębił problem.

W rodzinie pani Czesi z Katowic, która przed laty straciła pracę w barze mlecznym, jedzenia musi wystarczyć dla piątki dzieci, w tym dwoje wnuków. - Dzieci są przyzwyczajone, że nie mogą grymasić i trzeba zjadać wszystko, co znajdzie się na talerzach - mówi kobieta, która utrzymuje dom z dorywczej pracy.

Jakby na wszystkich razem podzielić pieniądze, wyjdzie dziennie 9,032 zł na osobę. Tak wylicza się według przepisów poziom ubóstwa. Z tym, że pani Czesia, jej dzieci i wnuki to nie przepisy, ale prawdziwe życie. Zapewnia jednak, że dzieci nie chodzą głodne, bo mają darmowe posiłki z opieki z społecznej. Niestety nie wszyscy mają tyle szczęścia. Czasami wystarczy, że dochód na członka rodziny przekroczy kilka złotych, wtedy dziecko nie dostanie nic.

Tak jednak być nie musi. Chorzowski magazyn Śląskiego Banku Żywności jest wyładowany po sufit trzystoma tonami jedzenia. Można z nich przygotować śniadanie, obiad, podwieczorek. Są tam makarony, mąka, sery o dwóch smakach, mleko, a nawet gotowy do podgrzania krupnik. Każdy z tych produktów może trafić do dowolnej szkoły, która już za kilka dni będzie świętowała rozpoczęcie nowego roku szkolnego.

- W minionym roku szkolnym z 2 tys. szkół podstawowych i gimnazjów z programu "Napełniamy talerzyk" skorzystały zaledwie 62 placówki - mówi Jan Szczęśniewski, prezes Śląskiego Banku Żywności.

Na liście szkół biorących udział w akcji jest na przykład tylko jedna szkoła z Siemianowic Śląskich, dwie z Gliwic, i tyle samo z Zabrza. Nie ma Będzina, Częstochowy, a nawet Myszkowa i Zawiercia, gdzie bezrobocie należy do największych w województwie śląskim. Z danych Wojewódzkiego Urzędu Pracy wynika, że w lipcu w częstochowskich pośredniakach zarejestrowanych było dziesięć i pół tysiąca osób.

- Zdarza się, że dyrektorzy szkół, do których trafiamy z propozycją przekazania żywności, grymaszą, że nie mają lodówek, ani personelu, który mógłby przygotowywać posiłki. Dlatego w tym roku poprosiliśmy o wsparcie kuratorium oświaty - dodaje Szczęśniewski.

Procedura wcale nie jest skomplikowana, wystarczy złożyć wniosek i przesłać go do banku zanim pierwsi uczniowie przekroczą próg szkoły. Idealnie byłoby gdyby posiłki można było przygotować już w pierwszym tygodniu nauki.

- Skoro jest żywność, to trzeba zrobić wszystko, żeby dotarły one do wszystkich szkół. Wtedy jak najwięcej dzieci będzie mogło zjeść ciepły posiłek - mówi Anna Wietrzyk, rzecznik kuratorium oświaty.

Wielu rodziców nie zagląda do opieki społecznej, żeby sąsiedzi nie dowiedzieli o ich problemach. W bankach żywności o to nie pytają. Pośrednikiem może być tutaj szkoła. - Wystarczy, że szkoła napisze wniosek. Kwestię komu dać, pozostawiamy dyrektorom. Oni wiedzą, kto jest w potrzebie - mówi Szczęśniewski.

W tym roku, w ramach programu PEAD, czyli pomocy żywnościowej dla najuboższych mieszkańców wspólnoty europejskiej Śląski Bank Żywności ma do rozdania 300 ton.

W minionym roku szkolnym, w ramach programu PEAD w Gimnazjum im. Ojca Wrodarczyka w Radzionkowie z pomocy skorzystało 46 uczniów. - Tej żywności było tak dużo, że wystarczyło nam na przygotowanie śniadań, obiadów, oraz paczek żywnościowych, które rozdawaliśmy przed świętami. Dzieci były bardzo zadowolone. Oczywiście nikogo nie zmuszaliśmy, żeby opowiadał o swojej biedzie. Robimy to bardzo dyskretnie, na początku każdego roku szkolnego. W ankiecie pytamy o sytuację rodzinną i materialną. To wystarczy, chodzi o to, żeby rodzice sami się do nas zgłaszali - tłumaczy Patrycja Wytrych, szkolny pedagog w radzionkowskim gimnazjum.

Ankieta okazywała się jednak niepotrzebna, kiedy dzieci mdlały na lekcjach. - Niestety zdarzało się, że mdlały z głodu. Na szczęście udało nam się sytuację opanować i każde z nich dostawało już rano posiłek. W Radzionkowie jest trudna sytuacja, wielu rodziców nie ma pracy - dodaje Wytrych.

Niestety od nowego roku szkolnego stołówkę mają zamknąć. - Słyszeliśmy, że za mało posiłków w niej wydawano. Nasze dzieci będą musiały chodzić na obiady do pobliskich szkół. Obawiam się, że będziemy musieli zakończyć współpracę z Bankiem Żywności, bo nie będzie gdzie gotować. Mamy tylko nadzieję, że inne szkoły w mieście przejmą tą współpracę na siebie - dodaje Wytrych.

W ostatnich latach zniknęły setki stołówek szkolnych. Najczęściej zastępowano je daniami z kateringu. Prawdziwego obiadu nie zastąpi jednak danie z termosu.

- Trzeba coś z tym zrobić, bo jest coraz więcej dzieci w potrzebie. Komisja europejska przeanalizowała sytuację rodzin, w których tylko jeden rodzic pracuje. W Polsce 25 proc. tych rodzin z trudem wiąże koniec z końcem. Najbardziej cierpią dzieci, niestety zgłasza się do nas niewiele szkół - mówi Szczęśniewski.

Od dzisiaj rozpoczynają się narady dyrektorskie. Kuratorium oświaty z pośrednictwem swoich delegatur w terenie, będzie przekazywać informacje o akcji "Napełniamy talerzyk". - Do akcji powinno się przyłączyć jak najwięcej szkół - mówi Anna Wietrzyk. Spotkania odbędą się w Bytomiu, Bielsku-Bałej, Częstochowie, Gliwicach, Rybniku, Sosnowcu i Katowicach. Podczas tych spotkań dyrektorzy szkół dostaną komplety materiałów, min. broszurę metodyczną "Żywność - dobro które szanuję" oraz informacje o programie "Napełniamy talerzyk".







Kącik głodomora powinien być w każdej szkole


Z Janem Szczęśniewskim prezesem Śląskiego Banku Żywności rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Szacuje się, że co czwarte dziecko w Polsce jest głodne. Kto może mu pomóc?

Zdecydowanie szkoła.

Jednak z liczb wynika, że tylko 62 szkoły z 2 tys. w województwie śląskim skorzystało z programu "Napełnij talerzyk" w minionym roku szkolnym. Dlaczego tak mało?

Program wymaga dużego zaangażowania, bo jest to rzeczywiście dodatkowe zajęcie dla nauczycieli i kucharek szkolnych. Przekonałem się, że wiele osób pracujących w oświacie traktuje swoją pracę jak misję i świetnie nam się z nimi współpracuje, jednak dla wielu innych to tylko miejsce pracy.

Skoro zajmujecie się dawaniem żywności, to jesteście również w stanie pomóc szkole i powiedzieć jak organizować takie posiłki?

Najtrudniej wpaść na proste rozwiązania. Często zalecamy w szkołach tworzenie tzw. kącika głodomora. Akcja polega na tym, że dziecko, które dostanie na śniadanie więcej niż da radę zjeść, może się resztą podzielić z kimś innym. Jeśli w szkole będzie taki kącik, wtedy może bułki nie wyrzuci do kosza na śmieci, tylko potraktuje ją jako coś co należy szanować i przekaże swoim kolegom.

Dzieci nie wstydzą się jeść "cudzych" śniadań?

Kąciki są dla tych którzy akurat są głodni, a więc obojętne jest czy dzieci są z biednych czy bogatych rodzin. Nie zakreślamy żadnej granicy. Niech dziecko je kiedy odczuwa taką potrzebę. A nazwa "kącik głodomora" to tylko hasło, żeby to wszystko nie było tak bardzo na poważnie.

A gdzie można zorganizować taki kącik?

W każdej szkole, w każdym miejscu. Najważniejsze, żeby dzieci wiedziały, że taki kącik w ogóle gdzieś jest.


Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!