(© FOT. W. Barczyński)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Aleksander Kwaśniewski ma oficjalnie poprzeć Bronisława Komorowskiego przed drugą turą wyborów - ustaliła "Polska". O swojej decyzji były prezydent miał pochwalić się politykom ze swojego bliskiego otoczenia.

- Prezydent decyzję o tym, że odda głos na Bronisława Komorowskiego, już podjął. I w najbliższym czasie poprze go oficjalnie, by zmobilizować wyborców lewicy i swoich sympatyków do powstrzymania widma powrotu IV RP z Jarosławem Kaczyńskim na czele - przekonuje zaufany polityk Aleksandra Kwaśniewskiego.

Były prezydent zaś w rozmowie z "Polską" enigmatycznie mówi, że na razie z uwagą przygląda się obu kandydatom. - Patrzę, w jaki sposób prowadzą rozmowy z szefem Sojuszu i co mają do zaproponowania lewicy. Swoją oficjalną decyzję co do poparcia kandydata ogłoszę pewnie w przyszłym tygodniu %07- mówi Aleksander Kwaśniewski. I rozwiewa wątpliwości, że zachowa się neutralnie i nie wskaże żadnego kandydata.

Politycy SLD twierdzą, że były prezydent nie będzie zważał na to, w jaki sposób zamierza przed drugą turą postąpić Grzegorz Napieralski. Według sztabu wyborczego SLD Grzegorz Napieralski prawdopodobnie nikogo nie poprze, nie wskaże żadnego kandydata, na którego wyborcy SLD powinni zagłosować. Aleksander Kwaśniewski zaś %07- zdaniem polityków Sojuszu - od wieczoru wyborczego jest na szefa Sojuszu zwyczajnie zły.

- Były prezydent czuł się wyraźnie nieswojo. Nawet nie przemówił - rzucił lider SLD prawie o północy w niedzielę. Bo Aleksander Kwaśniewski został oficjalnie zaproszony przez szefa sztabu Napieralskiego Marka Wikińskiego na scenę, by zabrał głos. Były prezydent się jednak na to nie zdecydował. Według polityków Sojuszu był wściekły, że tylko raz go o to poproszono i nie przekonywano do skutku, by przemówił. A wyraźnie chciał to zrobić.

Ostatecznie niedługo po ogłoszeniu wyników i udzieleniu kilku wywiadów zniknął z centrum multimedialnego i udał się na Foksal, gdzie wciąż trwało fetowanie sukcesu szefa Sojuszu. Ci, którzy też nie bawili się tej nocy z Grzegorzem Napieralskim, czyli Wojciech Olejniczak i Ryszard Kalisz, już podjęli decyzję o poparciu Bronisława Komorowskiego. W radiu Tok FM były szef Sojuszu przekonywał, że ludzie lewicy powinni oddać głos na marszałka Sejmu. - Wierzę w mądrość wielu polityków SLD, którzy są w zarządzie partii. Rozmawiałem z Januszem Zemkem i znam jego stanowisko, wiem, jak się zachowa. Wiem, jak się zachowają Aleksander Kwaśniewski, Józef Oleksy, mimo że tak bardzo Jarosław Kaczyński się do niego zaleca, to też jednoznacznie powiedział, na kogo będzie głosował - mówił eurodeputowany SLD.

Przekonywał, że decyduje się na oficjalne poparcie Bronisława Komorowskiego, bo nie chce na jesieni obudzić się znów w IV RP. Jego zdaniem wyborcy lewicowi będą głosować. A postawa nijaka - to aluzja do możliwego wstrzymania się od poparcia obu kandydatów przez szefa Sojuszu - powoduje, że SLD da szansę Kaczyńskiemu, który w jego przekonaniu stosuje tanie zagrywki, żeby pozyskać wyborców lewicowych.

- Podobnie w 2005 r. robił Lech Kaczyński. Praktyka zawsze pokazywała, że Jarosław Kaczyński jest inny w kampanii i nie należy dać się na to nabrać, bo naprawdę dużo gorszy jest po wyborach - ostrzegał Olejniczak. - Trzeba iść za głosem serca i rozumu i poprzeć Bronisława Komorowskiego. Nawet bardziej za głosem serca - mówi "Polsce" Olejniczak.

Nie wiadomo jednak, czy uczucia, czy rozum kierowały Bronisławem Komorowskim, który wczoraj zaprosił na spotkanie Grzegorza Napieralskiego, by prosić go o poparcie w wyborach. Jedno jest pewne - spotkanie się nie odbyło. Napięty kalendarz obu polityków temu przeszkodził. Tak więc dziś kolejna szansa.

Czytaj także

    Komentarze (2)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!