Raz, dwa, trzy, cztery mało - skandowali radośnie gliwiccy kibice, jednocześnie dołując fanów z Lubina naprędce wymyśloną przyśpiewką: "Znowu czwóreczka, Zagłębie znowu czwóreczka".

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Raz, dwa, trzy, cztery mało - skandowali radośnie gliwiccy kibice, jednocześnie dołując fanów z Lubina naprędce wymyśloną przyśpiewką: "Znowu czwóreczka, Zagłębie znowu czwóreczka". Piast w trzecim meczu w tym sezonie wreszcie wygrał, pierwszy raz w ekstraklasie zdobywając tyle bramek, a lubinianie zaliczyli trzecią porażkę, znów tracąc aż cztery gole. - Ta wygrana oznacza dla nas głęboki oddech - powiedział po meczu trener gospodarzy, Dariusz Fornalak.

O tym jak wyglądało sobotnie spotkanie najlepiej świadczy dialog prowadzony przez jednego z widzów z… gliwickim szkoleniowcem. Prawie od samego początku z trybun słychać było rady dla Fornalaka. Trener w końcu nie wytrzymał i krzyknął do "fachowca", aby ten przyszedł na ławkę rezerwowych i zamienił się z nim miejscami. Gdy było już 4:1, niesforny kibic głośno odpowiedział: "Darek, nie zamieniam się, niech będzie tak jak jest"…

Przez pierwsze chwile wydawało się, że goście rozniosą Piasta. Ich huraganowe ataki przyniosły efekt już po dziewięciu minutach. Trafienie Bułgara Ilijana Micanskiego to był czwarty celny strzał gości w tak krótkim okresie czasu!

Wszystko odmieniło się za sprawą bramki Kamila Wilczka, pasującej do określenia "stadiony świata". Trener Fornalak dokonał jeszcze szybkiej korekty w składzie, wprowadzając na prawą obronę za Tomasza Podgórskiego Macieja Michniewicza. "Piastunki" grały już swoje, zapominając o problemach z pierwszych minut. Drugą bramkę zdobył znów Kamil, z tym, że tym razem był to Kamil Glik.

- Żartowaliśmy z Januszem Bodziochem (kierownikiem drużyny - red,), że skoro bramkę dla Ruchu Chorzów strzelił inny kadrowicz młodzieżówki Polski, Artur Sobiech, to ja też powinienem. No i udało się. Kadra dobrze nam robi - cieszył się obrońca Piasta, który w środę zagrał w reprezentacji do lat 21 w wyjazdowym spotkaniu z Francją (2:2).

Jeszcze przed przerwą zrobiło się gorąco pod bramką Zagłębia, gdy piłka trafiła w słupek. Szczęścia zabrakło Sebastianowi Olszarowi, który musnął futbolówkę po podaniu z rzutu wolnego Mariusza Muszalika.

Druga część również zaczęła się od akcji gości, szybko sprowadzonych na ziemię przez trzeci cios gospodarzy. Wilczkowi nie pozostało nic innego jak dobić strzał Olszara. Olszar miał później kolejną dobrą okazję, jednak Aleksander Ptak dobrze poradził sobie w sytuacji oko w oko z napastnikiem Piasta.

Po drugiej stronie boiska niezły numer wywinął Jakub Szmatuła. Podał piłkę wprost pod nogi Dawida Plizgi, ale zdołał naprawić swój błąd. - Kuba dobrze bronił, ale w tym momencie skoczyło mi ciśnienie - kręcił głową trener bramkarzy gliwiczan, Tomasz Rogala.

Wspomniany Olszar przypieczętował swoją dobrą grę golem na 4:1, dając wiele radości miejscowym kibicom. Fani "Piastunek" oprócz odliczania bramek, wysyłali też do Mielna, debiutującego w miedziowych barwach Piotra Świerczewskiego. Nie zapominali też o swym "ulubionym" wiceprezesie klubu, Zbigniewie Koźmińskim.

Zagłębie mogło poprawić rezultat za sprawą Wojciecha Kędziory. W 84 minucie były piłkarz Piasta główkował z kilku metrów, a piłka trafiła w poprzeczkę. Kędziora przypłacił kontuzją zderzenie z Glikiem i goście od tego momentu musieli grać w dziesięciu (limit zmian mieli już wykorzystany).

Bramka dała impuls

Z Kamilem Wilczkiem, pomocnikiem Piasta Gliwice, rozmawia Tomasz Kuczyński


Strzelił pan dwie bramki drużynie Zagłębia Lubin. Czuje się pan bohaterem tego meczu?

Bohaterem jest cały zespół. Ja się cieszę z najwyższej wygranej Piasta w ekstraklasie i z tego, że pierwszy raz zdobyłem dwa gole.

Pierwszy gol to "stadiony świata"!

Nie wiem, czy był aż tak ładny. Długo się nie zastanawiałem, uderzyłem i wpadło. Ten gol był impulsem do wal-ki. Dedykuję go Wojtkowi Kędziorze, który został odwieziony do szpitala. Przy drugiej bramce wystarczyło tylko dobić strzał Sebastiana Olszara. To było dopełnienie formalności.

Początek meczu mieliście jednak słaby…

Tak było, ale udało się odwrócić losy spotkania. Potrafiliśmy się podnieść, to się liczy. Wygraliśmy 4:1 i o nieudanym początku można zapomnieć.

Skąd taka skuteczność?

Trener wystawił mnie w bardziej ofensywniej roli niż w pierwszych dwóch meczach sezonu i to przyniosło efekt w postaci bramek.


Karetka na boisku, Kędziora pojechał do szpitala


Po starciu w powietrzu Kamila Glika z Rafałem Kędziorą w 84 min. obaj piłkarze padli na murawę i gra została przerwana. Obrońca gospodarzy zdołał się jakoś pozbierać, jednak urodzony w Gliwicach, były gracz Piasta, Kędziora stracił na chwilę przytomność. Sytuacja wyglądała poważnie. Zawodnicy obu drużyn i sędzia gorączkowo wzywali pomoc medyczną. Na boisko wjechała karetka i zawodnik Zagłębia mający objawy wstrząśnienia mózgu został odwieziony do szpitala.

- Kędziora wyskoczył do piłki, ja też tak zrobiłem, bo chciałem zablokować strzał. On musiał nie wiedzieć, że jestem tuż za nim i bardzo mocno zderzyliśmy się głowami - mówił Glik.

- Rafał cztery miesiące dochodził do siebie, po tym jak miał poważny uraz głowy. Teraz też to bardzo groźnie wyglądało - martwił się trener Zagłębia, Andrzej Lesiak.

Po meczu, razem z żoną Kędziory, do szpitala pojechał Jarosław Kaszowski. - Na szczęście zdjęcie rentgenowskie nie wykazało pęknięcia kości czaszki. - relacjonował nam w sobotę wieczorem "Kasza". - Rafał ma odrapany policzek, obolałą głowę. Musiał też źle upaść, bo potłukł sobie obojczyk. Lekarze zdecydowali, że zostanie w szpitalu na obserwacji.


Rozmowy pod szatnią

Robert Kolendowicz (pomocnik Zagłębia)
Nie wiem, co mam powiedzieć, brak słów. Znów straciliśmy cztery bramki, to jest katastrofa.

Piotr Świerczewski (pomocnik Zagłębia)
Nie tak sobie wyobrażałem mój debiut w Zagłębiu. Zamiast wejścia smoka, miałem wejście smoczka, takiego dla dzieci (śmiech). Chciałem rozegrać cały mecz, ale zabrakło mi sił, dlatego poprosiłem o zmianę. Trochę zaniedbałem okres przygotowawczy, w dodatku pora meczu lepsza była na piknik. Po strzelonej bramce, poniosła nas fantazja, dalej atakowaliśmy, choć graliśmy na wyjeździe.

Kamil Wilczek (pomocnik Piasta)
Pierwszy raz Piast wygrał tak wysoko w ekstraklasie, pierwszy raz strzeliłem dwie bramki. Tego potrzebowaliśmy po nieudanym starcie sezonu. Trener dał nam bardzo dużo wskazówek dotyczących Zagłębia, wykorzystał wiedzę o swej byłej drużynie.

Kamil Glik (obrońca Piasta)
Wreszcie potrafiliśmy dobrze zachować się w obronie przy stałych fragmentach gry. To było naszym mankamentem. Przy bramce idealnie podał mi Daniel Chylaszek.

Daniel Chylaszek (pomocnik Piasta)
Zagrałem od pierwszej minuty i cieszę się, że trener dał mi taką szansę. Na początku Zagłębie atakowało, zdobyło gola, ale wierzyłem, że stać nas na pokazanie charakteru. To się udało, zdołaliśmy się przełamać. Tak wygrana działa budująco na drużynę.


Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!