Pójdą na Jasną Górę bez krzyża

  • Dziennik Zachodni

Krzysztof Berendt

Krzyż zostaje przed Pałacem Prezydenckim - pielgrzymka, która wyruszy z Warszawy do Częstochowy jutro rano, pójdzie na Jasną Górę bez niego. Krzyż miał zostać zabrany z kościoła św. Anny, jednak na przeniesienie go tam nie pozwolił tłum protestujący we wtorek na Krakowskim Przedmieściu.

Na wtorkowe uroczystości, zaplanowane na godz. 13, przybyło bardzo dużo osób. W pewnym momencie manifestanci zaczęli ostro napierać na barierki oddzielające ich od krzyża. Prawie udało im się przerwać kordon straży miejskiej. Funkcjonariusze byli zmuszeni użyć gazu łzawiącego, żeby zapanować nad tłumem. Kilka najbardziej agresywnych osób trzeba było wyprowadzić. Negocjacje księży z obrońcami krzyża nie dały żadnego rezultatu. Ostatecznie minister w Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski ogłosił: - Odstępujemy ze względu na wysoki poziom emocji i agresji.

Po tych przepychankach policjanci w nocy ustawili wokół krzyża cięższe i mocniejsze barierki. Teraz już nikt z protestujących nie ma do niego dostępu.

Straż miejska zwiększyła też patrole w okolicach spornego miejsca.

- Krzyż jest obecnie nie do ruszenia. To porażka wszystkich, którzy zaangażowali się w porozumienie - ocenia harcmistrz ZHR Jarosław Błoniarz. - Bardzo ubolewamy, że tak to się skończyło. Harcerzy obrzucono monetami i nazwano zdrajcami, to było dla nas traumatyczne przeżycie - dodaje.

Sytuacja jest patowa. Strona bojkotująca przeniesienie krzyża zamierza go pilnować całą dobę, do czasu umieszczenia tablicy lub pomnika, albo przynajmniej do czasu otrzymania zapewnienia na piśmie w tej sprawie od urzędników. Obawiają się cichego usunięcia krzyża przez służby pod osłoną nocy. W tej postawie od poniedziałku umacniają ich politycy PiS-u, którzy wtedy oficjalnie powiedzieli, że krzyż powinien zostać tam, gdzie jest.

Wczoraj pod krzyżem było już jednak spokojnie. Oprócz niewielkiej grupy obrońców, pozostałe kilkadziesiąt osób to byli przechodnie lub zwykli gapie. Dalej jednak dało się słyszeć ożywione dyskusje, a ludzie niekiedy obrzucali się inwektywami.

Jedna z kobiet nazwała protestujących "talibami". - Tu nikt nie zginął, pora, żeby to do was dotarło - mówiła.

Kancelaria Prezydenta nie ma pomysłu, jak rozwiązać ten konflikt. W opublikowanym wspólnie z harcerzami, kurią i kościołem św. Anny oświadczeniu jest napisane:

"Ubolewamy, że nie mogliśmy wspólnie z rodzinami ofiar tragedii smoleńskiej uczestniczyć we mszy świętej oraz adoracji krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego w ko-ściele św. Anny. Nadal uważamy, że tylko w drodze dialogu może zostać wypracowane trwałe rozwiązanie, będące godnym upamiętnieniem ofiar katastrofy smoleńskiej, na którym nam wszystkim zależy". PAP

Przed Pałacem rozwinęła się obsesja
Z psycholog Ewą Woydyłło rozmawia Anita Czupryn

Kim są ludzie, którzy okupują plac przed Pałacem i nazwali się obrońcami krzyża?

To obsesjonaci, a mówiąc prościej - fanatycy. Tym się różni obsesjonat od człowieka, który jest oddany idei, że obsesjonat nie liczy się z prawem. Nie szanuje przepisów. Obsesja wyklucza zdrowy rozsądek. To zaburzenie psychiczne, polegające na braku kontroli nad swoimi zachowaniami.

Zamieszki, jakie odbyły się tam we wtorek, nie należą do kategorii zachowań wynikających z psychologii tłumu?

Nie, to z psychologią tłumu nie ma nic wspólnego. Psychologia tłumu zamanifestowała się w Niemczech za czasów Hitlera, gdy z dnia na dzień przyłączały się coraz większe rzesze. Tu pod krzyżem stoi kilkadziesiąt, najwyżej kilkaset osób. Zwykle tego typu ludzie, ze skrajnymi poglądami, funkcjonują na obrzeżach normalnego, społecznego nurtu życia. W tym wypadku znaleźli się w centrum zainteresowania, ogniskując całe to natężenie w jednym i to bardzo widocznym miejscu. I to wcale nie dlatego, że mieli taki zamysł i wolę, ale dlatego, że tej garstce zaczęła sekundować plejada autorytetów.

Z jednej strony zachowują się agresywnie, ale z drugiej śpiewają "Barkę", głośno się modlą, deklarują miłość do Boga.

Na tym polega fanatyzm. Fanatyczni wyznawcy Bin Ladena, ze swoją własną "Boże coś Polskę" na ustach zginęli, rozsadzając rzeczywistość amerykańską, a zrobili to dla modłów i Allaha. Obrońcy krzyża zapowiadali, że poleje się krew, że krzyża nie oddadzą, choćby mieli zginąć. Fanatyzm jest jedną wielką nawałnicą emocji, przez co fanatycy są niezdolni do myślenia.

Nikt nie chce brać odpowiedzialności
Z o. Dariuszem Kowalczykiem SJ rozmawia Krzysztof Berendt

Dlaczego księża odstąpili we wtorek od przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny?

Ta sytuacja nie jest oczywiście żadnym rozwiązaniem i myślę, że to konsekwencja fatalnego początku. Błędem było to, że prezydent elekt dwa dni po wyborach powiedział w wywiadzie, że krzyż zostanie przeniesiony. Mógł powiedzieć inaczej lub pytanie po prostu pominąć. Można było przewidzieć, że nawet garstka zdeterminowanych obrońców krzyża jest w stanie wywołać poruszenie, z którego rodzi się lawina.

Czy ktoś ponosi odpowiedzialność za wtorkowe zajścia?

Potwierdziła się teza, że Kościół nie wziął odpowiedzialności za ten krzyż. Kiedy wybuchła afera, ogłoszono, że kuria, harcerze i kancelaria rozmawiają. Z tego wynika, że nie ma jednego podmiotu, który by powiedział "to ja zdecydowałem". Okazało się, że nikt nie chce brać na siebie tej odpowiedzialności, ponieważ boi się reakcji ludzi. Ewidentnie widać to było we wtorek - kiedy sytuacja stała się napięta i niepewna, nie było nikogo, kto by powiedział, co robić.

Kto w takim razie powinien podejmować decyzje?

Zdecydowanie Kancelaria Prezydenta, chociaż oczywiście Kościół powinien być tutaj partnerem.

Czego symbolem jest ten krzyż?

Jest narzędziem walki o mit smoleński. Z jednej strony są ludzie, którzy chcą ten mit wyolbrzymić, a z drugiej ci, którzy chcą go zminimalizować. Przecież walka o ten krzyż, to nie jest walka o pamięć Chrystusa ukrzyżowanego.

Wideo

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3