Jak pan świętował sukces? Gdy wróciłem do hotelu, było już po pierwszej, więc chwilę posiedzieliśmy ze znajomymi i poszedłem spać, bo rano trzeba na śniadanie, potem spotkania. Jakoś na razie nie ma czasu na balety.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Jak pan świętował sukces?

Gdy wróciłem do hotelu, było już po pierwszej, więc chwilę posiedzieliśmy ze znajomymi i poszedłem spać, bo rano trzeba na śniadanie, potem spotkania. Jakoś na razie nie ma czasu na balety.

To kiedy będzie?


Jak się sezon skończy, to coś na pewno trzeba będzie urządzić, ale teraz wracam do roboty. W czwartek lecę do Cetniewa na zgrupowanie.

Przed mistrzostwami bardzo tonował pan nastroje. To zasłona dymna?

Żadna tam zasłona. Weźmy do ręki światową tabelę. Jadąc palcem od góry, to nazwisko Ziółkowski jest gdzie?

To zależy. Jak się ma wydruk dużą czcionka, to na dole pierwszej strony, jak się ogląda witrynę internetową IAAF, to trzeba nawet trochę przewinąć w dół.


I o to chodzi! Ja przed mistrzostwami miałem 33. wynik w sezonie, przede mną było 12 facetów, to miałem się wygłupiać i opowiadać, że lecę po złoty medal! Nikt nie mógł się spodziewać, że w finale tak słabo powalczy kilku mocnych rywali. Jak lider sezonu Krisztian Pars rzuca bliżej o prawie cztery metry niż wiosną, to coś jest nie tak.

A może taki właśnie jest poziom młota bez dopingu? Kilku poważnych rywali w ogóle nie przyjechało.

Nie mój cyrk, nie moje małpy. O tym, dlaczego ich nie było, mogę się domyślać, ale nie będę ich piętnował na podstawie plotek. Ja mam swoje zdanie na temat dopingu. To rak, który zabija sport i ludzie toczeni przez tę chorobę powinni być izolowani. Za to, że mówię to głośno, jestem różnie postrzegany. Trudno. Teraz wolę myśleć o swoim sukcesie.

Niewiele jednak brakowało, a by już pan w ogóle nie rzucał. Po złotych igrzyskach w Pekinie, tytule mistrza świata rok później miewał pan i gorsze chwile.

Najbardziej irytowały mnie kontuzje. To odbiera chęć do pracy. Poważnie o zakończeniu kariery myślałem w 2006 roku po finałowych zawodach IAAF w Stuttgarcie. Byłem tam chyba ostatni.

Był pan przedostatni. Na końcu sklasyfikowano Kozmusa. Teraz to on wygrał, a pan jest drugi. Widać nie tylko pan potrafi przetrwać trudne chwile. Może trzeba je przeżyć, żeby docenić lepsze?


Kategorycznie tak. Każdy upadek albo choćby potknięcie czegoś uczą.

Tak jak doświadczenia ze zmienianiem trenerów?

Trenowałem u kilku...

...także tych kontrowersyjnych jak Czesław Cybulski, od którego uciekła ostatnio Anita Włodarczyk, która ma walczyć o medal.

I nie dziwię się jej. Trzeba mieć swoją godność i jej bronić. Żaden trener nie ma prawa upokarzać zawodnika.

Jeśli Anita zdobędzie złoty medal, to będzie to zasługa Cybulskiego, choć go już przy niej nie ma?

Gorzej będzie, jeśli nie zdobędzie. Wtedy Cybulski nie zostawi na niej suchej nitki. Ja kibicuję Anicie.

Wciąż pan czuje urazę do trenerów, których opuścił?


Skąd. Każdy miał swoje plusy i minusy. Nie mogę powiedzieć, że ukształtował mnie jeden człowiek, bo wszyscy szkoleniowcy, z którymi ćwiczyłem, czegoś mnie uczyli. Mogę mieć różne zdanie, o jednych lepsze, o drugich gorsze, jako o ludziach, ale oddaję im zasługi jako fachowcom.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!