Człowiek zmarł na ul. Zwycięstwa w Gliwicach

Marlena Polok-Kin
Starszy człowiek zmarł w centrum miasta, wprost na ul. Zwycięstwa w Gliwicach. Reanimacja nie dała rezultatu. To w kilku słowach, ale dramat rozgrywał się dobrych kilkadziesiąt minut. Była nim nie tylko śmierć, ale także - dramatyczne okoliczności.

Człowiek leżał pod zielonym materiałem w poprzek chodnika. Spod materiału wystawał fragment czarnych nogawek i czarne buty, zapinane na rzepy.

Jezu, czemu właśnie to utkwiło mi w pamięci?

Środek dnia, poniedziałek, największe natężenie ruchu na gliwickiej ulicy Zwycięstwa. Zbliżała się bodaj 15. Głowy nie dam, bo strasznie się zdenerwowałam.

Czas, przynajmniej na razie, nie ma tu znaczenia. Zadzwoniła do nas Czytelniczka, głos jej się rwał.

– Słyszy mnie pani? Słyszy? Niech pani z okna popatrzy... Tam człowiek leży, tak na chodniku, idą ludzie, jak to tak, tak nie można... Zróbcie coś.

Przechodnie byli zszokowani, matki z dziećmi, albo dzieciaki same wracające ze szkoły. Młodzi, starzy, na widok leżącego na ziemi, po ich twarzach przelatywał cień zgrozy. Jak to tak? Facet na rowerze przemknął bokiem, tuż przy głowie, ktoś prawie potknął się o wystające stopy...

Nad głową zmarłego stało kilkoro nastolatków, sprzedawczyni z jednego ze sklepów naprzeciwko zdjęcia robiła... Sensacja? A gdzie? Człowiek zmarł. Po chwili dowiedziałam się, że w karetce siedzi jego żona.

– Taka tragedia, tuż przed świętami, co ta kobieta przeżywa - szeptała kobieta obok mnie. Bo już byłam na dole. Widok z okna przeraził mnie bowiem. Ciało w poprzek chodnika, mężczyzna w karetce stojącej przy chodniku coś notuje, widziałam przez szybę.

A ten czyjś tata może, dziadek, przyjaciel, mąż - leży. Przez głowę niemal przeskakują mu zabiegani i Bogu ducha winni przechodnie, matki pospiesznie ciągnące zszokowane dzieci, ludzie, porażeni tym kompletnym brakiem powagi w obliczu śmierci! Zawsze nagłej, bezsensownej, przychodzącej za szybko, ale jednakowoż - zawsze wymagającej szacunku!

Jakże tak! Zanim wybiegłam, zadzwoniłam po policję, 112 i poczułam się uspokojona. Sympatyczny głos człowieka po drugiej stronie słuchawki zapewniał, że już na miejsce patrol jedzie. – A, patrol, jedzie? Super, dziękuję - odetchnęłam.

A więc będą policjanci, zaraz się wszystkim zajmą. Jak na amerykańskim filmie - wysiądą z samochodu z uspokajającym wyrazem twarzy, stanowczym, acz bardzo grzecznym gestem pokażą, którędy mają iść przechodnie, by nie bezcześcić - bezwiednie przecież - tej śmierci. No i pewnie jeszcze może jaką taśmę będą z sobą mieli, odgrodzą to miejsce.

No stanęła srebrna kia. Odetchnęłam w grupce zatroskanych kobiet, stojących pod apteką. No i patrzymy - co teraz zrobią policjanci. No bo to ciało, tak leży, a ci ludzie idą i idą, obok leży wielka torba na gruz, bo obok lokal remontują. Kobiety i ja pomrukują cicho. – Tak nie może być, niech ta policja coś zrobi – szepczą.

Panowie policjanci, i owszem, wyciągają notesiki, piszą coś, i bez przerwy z komórek dzwonią. I piszą. Człowiek leży.

Szlag mnie trafił. Czekamy, a nic się nie dzieje, nikt nie zastawia przejścia, nie kieruje ruchem pieszych. Ja mam tam pobiec i krzyczeć: Szacunku, tu człowiek umarł!

Aparat z torebki wciągnęłam – Sfotografuję, to - mówię do siebie w myślach. – Przecież to szok, ten człowiek nie może tak leżeć!

– No i po co pani robi te zdjęcia? – obcesowo zagadnął mnie policjant. Poczułam jego dezaprobatę, której nie zmienił fakt, że się przedstawiłam.

Cóż, podobnie jak i on, także i ja, spoglądając na człowieka leżącego na chodniku byłam w pracy. I ja czułam coraz większą dezaprobatę dla jego roboty!

Problem w tym, że to tragedia, a nie sensacja. Mam zasadę - nigdy nie robię w takich sytuacjach zdjęć. Powagę śmierci trzeba uszanować.

A zdjęcia były mi potrzebne tylko po to, by pokazać grozę sytuacji, mieć dokument. Pytam więc policjantów, co zrobią.

A pan do mnie, że dopiero przyjechali, nic nie mają przy sobie. Pytam, czy widzą jakiś problem w tym, że ciało człowieka tak tu leży, bez należnego szacunku, ludzie mu nad głową skaczą, prawie o stopy się potykają, a przecież ma prawo już teraz - spoczywać w spokoju.

Panowie odwracają się plecami. – Może ich nikt nie przeszkolił? – myślę.

Ale osiągnęłam choć trochę. Mogę domniemywać, że policjanci zdecydowali się wjechać radiowozem na chodnik tak, aby przynajmniej częściowo uniemożliwić ruch pieszych w tym miejscu dopiero po rozmowie ze mną. I na szczęście szybko przyjechał karawan.

Jeszcze nie doszłam do siebie. Wiele już w życiu widziałam, ale nad takim wydarzeniem nie można jednak przejść obojętnie. I w takim przeświadczeniu jest dziś pewnie wielu gliwiczan.

W końcu śmierć jest i będzie udziałem każdego z nas, naszych bliskich.

Wieczny odpoczynek Panu, który dziś zmarł na ul.Zwycięstwa.

Flesz: Polscy kierowcy łamią przepisy. Także w Europie.

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3