Fala nieszczęścia

Maria Olecha
W ewakuacji mieszkańców Przyszowic ofiarnie pomagali policjanci z gliwickiego garnizonu
W ewakuacji mieszkańców Przyszowic ofiarnie pomagali policjanci z gliwickiego garnizonu fot.Arkadiusz Ciozak/Komenda Miejska Policji Gliwice
Kilkadziesiąt osób ewakuowano z Przyszowic w gminie Gierałtowice po tym, jak tę niewielką miejscowość zalała wielka woda. Mieszkańcy mieli zaledwie kilka minut, aby zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i z pomocą strażaków, wydostać się ze strefy zagrożenia. Większość pojechała do rodziny i znajomych. Reszcie noclegi zapewniła gmina. Nie wiadomo, kiedy przyszowiczanie wrócą do domów, bo poziom wody w Kłodnicy się opada powoli.

Kiedy w ubiegłym tygodniu zaczął padać deszcz nikt w Przyszowicach nawet nie pomyślał, że sołectwo dotknie kataklizm.

Jak mówią mieszkańcy ul. Brzeg, sytuacja była poważna już w ubiegły piątek, kiedy zaczęło padać. Ale nie była jeszcze beznadziejna, tym bardziej, że sobota dała im nadzieję, bo deszcz przestał padać. W niedzielę zaczął się dramat.

- Rano jeszcze było dobrze, ale około godz. 16-17 zaczęliśmy się niepokoić, bo wody w rzece przybywało - opowiada Robert Swoboda.

W niedzielę wieczorem woda zalała ogródki, pola, piwnice, garaże. Zaczęła się wlewać do domów. Fala powodziowa rozlewała się coraz dalej i dalej zabierając po drodze wszystko: meble, ubrania, dziecięce zabawki. Dlatego służby kryzysowe podjęły decyzję o ewakuacji mieszkańców. Jedenaście rodzin - w sumie 24 osoby - tuż przed północą musiało wówczas błyskawicznie opuścić swoje domy. Ludzie mogli zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Trzy osoby odmówiły ewakuacji.

W poniedziałek było jeszcze gorzej. Poziom wody podnosił się cały czas. W południe niektóre domy były zalane na wysokości parteru. Mimo to część ludzi nie chciała opuścić swojego dobytku.

Dariusz Gatner za wszelką cenę chciał ratować swój dom. Nie spał praktycznie wcale, z niepokojem patrzył na podnoszącą się wodę, zalewającą kolejne podwórka, kolejne domy jego sąsiadów i znajomych.

- Od niedzieli walczymy z wielką wodą. Około północy pojawiły się komunikaty o ewakuacji, nawoływali nas przez megafony, ale ja od razu powiedziałem, że nigdzie nie pojadę, nie zostawię domu, dorobku mojego życia - opowiadał pan Dariusz. I tak jak inni mężczyźni z Przyszowic, razem ze strażakami ochotnikami i pracownikami kopalni pomagał przetrwać najbardziej potrzebującym.

We wtorek fala powodziowa podnosiła się, zalewając kolejne domy i gospodarstwa. Gehennę przeżyli przyszowiczanie mieszkający na ulicach Brzeg, Makoszowskiej i Karola Miarki.

84-letnia Maria Swoboda mówi, że podobnej powodzi nigdy nie widziała. Nawet powódź stulecia z lipca 1997 roku nie była tak dramatyczna.

- Mam 84 lata i czegoś takiego nie widziałam. Najgorsze, że ta woda jest wszędzie. Niech pani zobaczy. Już garaż zalewa, zaraz woda wleje się do domu - opowiadała reporterce "PDZ" pani Maria i wskazywała na swój dobytek.

Zapytana o to, kiedy opuści dom, aby się ratować, odpowiedziała stanowczo: - Nigdy. Zostaję tutaj. Starych drzew się nie przesadza, a ja nie zostawię dorobku mojego życia.

W środę, kiedy deszcz przestał w końcu padać, na ul. Brzeg woda zaczęła powoli opadać. Mieszkańcy zaczęli oddychać z ulgą. Powróciła nadzieja, że może to koniec ich walki z kataklizmem. Niestety w tym samym czasie dramat przeżywali ich sąsiedzi. Woda podnosiła się w innych miejscach Przyszowic - na ul. Wieczorka i Brzozowej.

Gliwiczanie i mieszkańcy powiatu walczą z powodzią

Już w ubiegły piątek Rudziniec przygotowywał się do wielkiej fali. W niedzielę dla mieszkańców większości miejscowości w powiecie gliwickim rozpoczęła się dramatyczna walka o ocalenie domów. Kilkadziesiąt osób zostało ewakuowanych. Gliwiczanie przeżyli powódź, jakiej w mieście nie było nawet w 1997 roku. Na szczęście prognozy dają nadzieję. Wody w rzekach opadają

Wielka woda odpływa

Największy kryzys mamy za sobą i oby nigdy się nie powtórzyła sytuacja sprzed kilku dni - powiedział podczas specjalnej konferencji prasowej prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz.

Jak zaznaczył, w krytycznym momencie, we wtorek, poziom wody w Kłodnicy wynosił 3 m 86 cm, a stan alarmowy wynosi 2 m i 30 cm. To oznacza, że został on przekroczony o ponad 1,5 metra!

- Nawet w 1997 roku podczas wielkiej powodzi Kłodnica nie była w Gliwicach tak wysoko. Wtedy poziom wody wyniósł w krytycznym momencie 3 m 60 cm - mówił Zygmunt Frankiewicz.

Mimo że Kłodnica w centrum Gliwic we wtorek rano wylała, na szczęście nie trzeba było ewakuować mieszkańców z ich domów. Wielka woda zalała jednak kilkadziesiąt obiektów, m.in. budynek I Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Zimnej Wody, Przedszkola Miejskiego nr 2 przy ul. Banacha, Instytut Onkologii i pobliskie garaże.

Całkowicie zalane zostało miasteczko akademickie obok Politechniki Śląskiej. Studenci z siedmiu wydziałów mieli odwołane zajęcia, ponieważ budynki uczelni zostały podtopione. Fala powodziowa dotarła do ulic: Akademickiej, Kaszubskiej, Panewnickiej, Kujawskiej, Konarskiego, Zimnej Wody, Bolesława Krzywoustego i Banacha. Po campusie przy ul. Konarskiego studenci pływali pontonami i łódkami.

W akcję przeciwpowodziową zaangażowani byli wszyscy strażacy z gliwickiej komendy.

- Cały potencjał straży pożarnej w Gliwicach jest wykorzystywany do akcji na terenie miasta - mówił nam bryg. Janusz Przybylski, komendant komendy miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gliwicach. Strażacy walczyli z żywiołem niemal bez przerwy zabezpieczając zagrożone zalaniem tereny, wypompowując wodę z piwnic budynków, układając zapory z worków z piaskiem. We wtorek rano użyli specjalnych rozkładanych rękawów ratowniczych.

- Takie bardzo długie rękawy wypełnia się wodą. Tworzą naturalną barierę i są w stanie zatrzymać falę wody. Dodatkowo wspomagamy je workami z piaskiem - podkreślał bryg. Przybylski.

Policjanci z gliwickiego garnizonu również włączyli się w walkę z kataklizmem. Funkcjonariusze mieli pełne ręce roboty zabezpieczając przez kilka dni wały nad Kłodnicą. - Z powodu powodzi w rejony zagrożone powodzią oraz miejsca z utrudnieniami drogowymi skierowano dodatkowe siły policji - mówi podkom. Marek Słomski, rzecznik gliwickiej policji. Funkcjonariusze z gliwickiej komendy kierują także ruchem, konwojują samochody przewożące materiały pilnie potrzebne w rejonach zagrożonych oraz monitorują zagrożenia (osuwiska, koryta rzek, zapadliska itp).

W środę sytuacja zaczęła się stabilizować. Jednak wtedy okazało się, że pojawili się oszuści, którzy na ludzkiej krzywdzie chcieli zarobić. Do drzwi gliwiczan pukali "sprzedawcy" filtrów na wodę. - Tacy ludzie mówią, że woda jest niezdatna do picia z powodu skażenia - ostrzega prezydent Gliwic.

Tymczasem woda w Gliwicach jest bardzo dobra. - Kategorycznie zaprzeczam, że na skutek zalań pogorszyła się jakość wody - mówi Zbigniew Bożek z gliwickiego sanepidu.

Poniszowice tylko cudem ocalały

Mieszkańcy powiatu gliwickiego wspierani przez służby kryzysowe od kilku dni walczą z wielką wodą. Żywioł po raz kolejny o sobie przypomniał. Ci, którzy mieli szczęście i ich domy ocalały, mogą odetchnąć z ulgą i z nadzieją patrzeć w niebo. Niestety, kilkudziesięciu mieszkańców Przyszowic i Wilczy wciąż mieszka kątem u rodziny lub znajomych, bo woda zabrała im dorobek życia.

W Rudzińcu alarm przeciwpowodziowy wójt Krzysztof Obrzut ogłosił jako pierwszy jeszcze w piątek, 14 maja. Najgorsza sytuacja była we wsiach: Poniszowice i Niewiesze, gdzie woda w dopływach Kłodnicy wylewała już w niedzielę. Ludzie modlili się o słońce, ale z nieba nieustająco padał ulewny deszcz.

- Strumienie są pełne i woda wylewa. Strażacy nadsypują brzegi piaskiem, ale to pomaga jedynie chwilowo - relacjonował nam na gorąco Krzysztof Obrzut. - Kiedy w sobotę przestało padać, mieliśmy nadzieję, że sytuacja się unormuje, ale niestety. Pola są zalane, uprawy rolne pod wodą, strażacy mają zgłoszenia o podtopieniach piwnic - mówił wójt.

Jak podkreślał, głównym zadaniem strażaków i służb kryzysowych była i jest likwidacja ewentualnych zatorów na mostkach.

- Nie może nigdzie być zatoru, bo momentalnie będzie powódź. Pilnujemy tego i walczymy z ulewą - mówił Obrzut.

Anna Pielka z Poniszowic mówi, że pierwszy raz od wielu lat powódź ominęła jej dom. Uważa, że to prawdziwy cud.

- Kiedy w niedzielę popołudniu woda zaczęła wzrastać, przygotowywaliśmy się na najgorsze. Obłożyliśy dom workami z piaskiem, które mogliśmy zabrać już w piątek i czekaliśmy. Byliśmy gotowi na najgorsze, kiedy woda podnosiła się w poniedziałek, we wtorek - opowiada pani Anna, która z mężem i synkiem mieszka przy ul. Strażackiej.

W środę wieczorem Anna Pielka mogła odetchnąć z ulgą. Jak mówi, kiedy ogląda w telewizji relacje z terenów zalanych, to serdecznie współczuje ludziom, którzy muszą walczyć z żywiołem i ratować swój dobytek.

- Wiem, co Ci ludzie przechodzą, bo kilka razy to przeżywałam. Wielką powódź z 1997 roku zapamiętam do końca życia. Ten strach, że wszystko stracone, zalane - opowiada nasza Czytelniczka.

Dramatyczne chwile przeżyli również mieszkańcy Wilczy w gminie Pilchowice. Tam jeszcze w niedzielę w nocy zostało ewakuowanych 9 osób z pięciu gospodarstw. Jeden z mieszkańców odmówił opuszczenia domu.

Klaudia Kocz z rodziną do końca zmagała się z wielką wodą, która wdarała się do jej domu.

W Pyskowicach ludzie z niepokojem spoglądali na podnoszącą się wodę w rzece Drama. Ulewne deszcze zalały stację benzynową na skrzyżowaniu DK 94 z ul. Gliwicką, samą ul. Gliwicką, ul. Wyzwolenia i kard. Wyszyńskiego w kierunku Tworogu i przeciwnym. Sytuacja unormowała się w środę.

FLESZ: Klimat nie zwariował, eksperci uspokajają

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3